Część przypadków WNM wynika z uszkodzenia okołoporodowego. Ten temat jest bardzo jasny i nikt nie ma wątpliwości. W badaniu USG przezciemiączkowym widać zmiany powylewowe, poniedokrwienne. Jednakże jest jeszcze jeden rodzaj WNM, który wynika z innych przyczyn, a jest niezmiernie istotny, choć niekoniecznie brany pod uwagę. Dziecko ma stawianą diagnozę – zagrożenie mózgowym porażeniem dziecięcym. W badaniu USG, obraz mózgu jest zupełnie prawidłowy, a ciało dziecka jest tak sztywne, jakby wykute z kamienia. Rodzice zauważają, że dziecko pręży się i tak odgina do tyłu, że mają problem z noszeniem, ubieraniem, kąpielą. Zdarza się, że pod plecy leżącego dziecka można wsunąć dłoń. Często dodatkowo układa się w literę C i nieraz po 2-3 tygodniach rodzice zauważają, że czaszka po stronie, na którą układa się dziecko jest mocno spłaszczona, a po porodzie miała ładny zaokrąglony kształt. A przecież urodziło się o czasie, 10 pkt., i początkowo wszystko był prawidłowo.
Na wizycie u pediatry lub neurologa przy badaniu trakcji dziecko zachowuje się w ten sposób:

Takie zachowanie nie wynika z uszkodzenia centralnego układu nerwowego, a ze sposobu postępowania z niemowlęciem. W postępowaniu pielęgnacyjnym nikt nie uwzględnia jego wpływu i zasad działania odruchów niemowlęcych, jakby ich w ogóle nie było. Jeśli w postępowaniu wzmacniamy ich działanie, to rezultat mamy w postaci naszego dziecka, które musi blokować swoje ciało, żeby móc sprostać naszemu sposobowi podnoszenia, noszenia, karmienia, odbijania, noszenia w nosidłach, itd., a dodatkowo odruch Moro komplikuje mu odbieranie świata.
Obecny sposób postępowania jest pozostałością po używaniu becika, w którym niemowlęta były sznurowane w sztywny kokon, można go było (i było to najwygodniejsze) brać od spodu pod głowę i pod pupę.

Teraz też się tak podnosi dzieci, lub pod pachy i palcami podtrzymuje się głowę dziecka, aby nie opadała do tyłu.



Niemowlak jest dużo noszony, tyle że całkowicie nieprawidłowo.





Tak podnoszone i noszone dziecko, mocno pracuje mięśniami grzbietu. Jest ciągle „zmuszone” podciągać barki, napinać mięśnie, a jego ciało jest nadmiernie prostowane. Proszę spojrzeć na powyższe obrazki. Całe funkcjonowanie dziecka odbywa się do tyłu, grając z odruchem TOB. W rezultacie napięcie w przednim pasie tułowia dramatycznie spada.




Początkowo wystarczy blokować barki i plecy, wtedy spada napięcie w mięśniach brzucha. Dziecko traci możliwość utrzymania prawidłowego ułożenia miednicy i kładzie nogi. Wówczas to brzuch robi się żabi, rozlany, rozpycha żebra. Kiedy napięcie w przednim pasie tak bardzo spadnie, często okazuje się, że dziecko coraz bardziej ulewa. I rodzice dostają radę, aby podłożyć pod nogi łóżka książki lub do łóżeczka włożyć klin i na takim klinie kłaść dziecko. Leżąc na klinie, ma ono ciągłe wrażenie, że zjeżdża w dół. Efektem jest to, że z całej siły dopycha się do klina i pogłębia problem, ulewa jeszcze mocniej. Rozciągają się mięśnie brzucha, nie zaciska się zwieracz żołądka.

Początkowo odruch Moro był klasyczny. Potem dziecko wracało do pozycji zgięciowej. Ale po kilku tygodniach zupełnie nieprawidłowej pielęgnacji – odruch Moro już się w takim obrazie nie prezentuje. Już odruchu Moro nie ma, „zanikł”.


Tyle, że to całkowita nieprawda. On tam jest, w całym swoim negatywnym działaniu hormonalnym, tyle że dziecko nie rozrzuca już rąk. Odruch Moro „zszedł do podziemia” i stamtąd sieje spustoszenie w emocjach niemowlęcia. Ponieważ w momencie, kiedy odruch Moro występuje, do mózgu w ośrodek emocji walą hormony stresu – kortyzol i adrenalina. Wyzwalają one reakcję przestrachu, następnie zastygnięcia i następuje decyzja, co dalej. Dziecko powinno zauważyć, że nic groźnego się nie dzieje. Ale ponieważ ma, na skutek złej pielęgnacji, zupełnie rozciągnięte mięśnie przedniego pasa tułowia, nie jest w stanie zapanować nad ruchem i rozkładem napięcia. I to nie ta sytuacja je tak stresuje, ale nieprzewidywalność reakcji własnego ciała i hormony wyrzucane do mózgu. W rezultacie zaczyna kombinować, jak to wszystko wyhamować. Zaczyna blokować swoje ciało.
Strony: 1 2