Poczucie własnej wartości kobiety zbyt często spoczywa w rękach mężczyzny. Kobiety zbyt złaknione są męskiej uwagi, zainteresowania, aprobaty i akceptacji. Męskie spojrzenia, uwaga mężczyzny scentrowana tylko na niej podnoszą jej samoocenę.

     Nie, nie twierdzę, że to źle, że kobieta pragnie, by mężczyźni zwracali na nią uwagę. Dobrze, że jego aprobata poprawia jej humor. Fantastycznie, że potrafi go sobą zainteresować. Cudownie, że on ją akceptuje, że wielbi, że to wszystko jej zasługa, tego, jakim jest człowiekiem, jak niezwykłą jest kobietą.

     Ona deklaruje, że „bez ciebie nie ma mnie”, że „jesteś całym moim światem”, „nie wyobrażam sobie życia bez ciebie”. Niezwykle to romantyczne i piękne. Z pewnością jemu bardzo przyjemnie z taką świadomością. I nie, nie twierdzę, że to źle, że ona tak czuje. W końcu takie emocje towarzyszą miłości, zwłaszcza zaś tej gorącej, szalonej, wybuchającej właśnie czerwonym ogniem.





Jakiś krawaciarz wyznał jej
w przypływie szczerości,
że ma fajne cycki.
„Serio? No weeeź…
A chcesz pomacać?”





     Nic dziwnego, że w niej endorfiny szaleją, gdy on spojrzy na nią z podziwem. Ma niezbywalne prawo radować się, gdy on świata poza nią nie widzi. Powinna czuć się piękna, gdy on całuje każdy skrawek jej spragnionego czułości ciała. Wszystko gra, wszystko współgra i współżyje. Jego zainteresowanie – jej samopoczucie, jego podziw – jej zadowolenie.

     Na tym cudownie błękitnym niebie zbiorą się jednak ciemne chmury. Po jednej chmurze na każdą jej wątpliwość pt. „Cóż we mnie jest wyjątkowego, że on…?”, „Czy jestem dla niego wystarczająco dobra?”, „Nie zasługuję na niego, a jednak spotyka mnie to szczęście.” No dobra, kokieteria kokieterią. Gorzej, gdy ona rzeczywiście wierzy w to, że nie zasługuje na to szczęście, a on z nią wyłącznie dlatego, że jakieś ciemne moce go do niej przykuły niewidzialnymi kajdanami.

     Pół biedy, gdy on z nią jest, wielbi, podziwia, całuje dołeczki i pieści krągłości, mrucząc przy tym zadowolony. Jednak wszystko gruchnie jak domek z kart, gdy tylko ta bajka się skończy. Kiedy on już nie będzie warował u jej stóp, kiedy skończy się jego zachwyt i uwaga, jej samoocena stopnieje jak bałwan w tropikach. Kiedy on zamknie za sobą drzwi, ona przyjmie za pewnik, że je zamknął, bo jest beznadziejna i nie potrafiła go przy sobie zatrzymać. Klasyk. „Mam za małe cycki, za dużą dupę i za mało zielone oczy, by mój ideał zechciał trzymać swojego ptaka wyłącznie w mojej dziupli.”

     Źle, źle, źle! Jak mawia Superniania. Nie powinnam mówić, że ktoś coś powinien. Nie lubię tego słowa. Ale co tam. Podenerwuję samą siebie. Kobieta powinna być niezależna. Powinna być niezależna pod różnymi względami, ale w tej chwili mówię o niezależności jej poczucia własnej wartości od kogokolwiek. Jej samoocena powinna być na tyle wysoka, by nie zachwiał nią żaden samiec, choćby był którymś z kolei cudem świata. Powinna wiedzieć, że jest warta uwagi, że jest warta adorowania, że jest warta by ją kochać po prostu dlatego, że jest. A szczęście spotyka ją, bo ma ją spotkać i już. Jej samopoczucie może sobie skakać jak wykres EKG przez byle osła, ale – na miłość bliźniego! – nie jej samoocena.

     Kobieta jest łasa komplementów, uwagi, zainteresowania i akceptacji tak bardzo, że często jest w stanie się uginać, naginać, przyginać po to, by na to wszystko zasłużyć, zapominając jednocześnie o swoim JA, o swojej godności, stawiając siebie na drugim i kolejnym miejscu. Zapomina o swojej rzeczywistej wartości niezależnej od kogokolwiek, od czegokolwiek z zewnątrz.


     Chłopaczki chwalą się potem między sobą, że laski są łatwe, że wystarczy posmarować byle słodkim słówkiem, a one lecą naiwnie jak muchy do miodu. Ale tak właśnie jest! Byle bajerant z frajerskim zestawem komplemencików wyrywa panienki na pęczki. A takiej panience schlebia, że jakiś krawaciarz wyznał jej w przypływie szczerości, że ma fajne cycki. „Serio? No weeeź… A chcesz pomacać?” Pewnie, że chce. A niby po co rzucał takim górnolotnym komplementem? Jak myślicie, skąd tyle łatwych dziewcząt, w których łowcy okazji mogą przebierać w dyskotekach? One szukają tam podbudowania poczucia własnej wartości. Mierzą ją ilością facetów, którzy postawią im drinka.

     Zawieszę się chwilę na tym przykładzie. Jest gigantyczna różnica, między kobietą, która zna swoją wartość i pozwala sobie stawiać drinki, potem uśmiechając się zalotnie, odchodzi w swoim kierunku a kobietą, która przyjmuje owe drinki niczym hołd, a potem czuje się zobowiązana dać coś w zamian. I daje. Czy czuje się z tym dobrze?

     Matki, żony i kochanki. Wszystkim zdarza się zapominać o sobie, swojej wartości, godności. Wszystkim zdarza się robić coś, byle zyskać aprobatę, nie stracić akceptacji, przypodobać się, nie narazić, zasłużyć. A wszystko kosztem siebie samej.



Elżbieta Haque
Fot. Kamila Zielińska

tags, , ,

  • Forum
  • Bright Starts
  • Stacyjkowo
  • Twórcze zabawy