(…) W pracy cisza. Jak to się ludzie zmieniają… Poczułam się tak, jakbym nie była w ciąży, tylko chora na jakąś zarazę. Większość osób odwraca się ode mnie, unika mnie, unika mojego wzroku, nie wspominając o spotkaniu i rozmowie ze mną. A wszystko to, po wybuchu Prezesa, w związku z moją niekompetencją.

     Aż do pewnego dnia, kiedy to główny Dyrektor IT zaszczycił niespodziewanie wizytą mój pokój.
- Pati, czy masz chwilę? Chodź. Zapraszam na lunch – mówi.

     Melduję sekretarce Joasi, że wychodzę z Dyrektorem IT. Daję jej znaki, że nie wiem o co chodzi, a ona uśmiecha się cokolwiek podejrzanie. Jak się potem okazało, to zmowa sekretarek.
Gorąco, nie tylko dlatego, że lato. Denerwuję się. O co chodzi? Szybko analizuję w myślach moją współpracę z Dyrektorem IT. Oddycham głęboko. No nie, nie powinien mieć do mnie żadnych pretensji. Zawsze dobrze nam się współpracowało. Ale po ostatnich wydarzeniach straciłam wiarę w siebie. Zaciskam spocone dłonie pod stołem. Chwała restauracji, że mają dłuższe obrusy.
     Grzegorz pyta, na co mam ochotę. W zasadzie na nic, prócz nieśmiertelnego soku z cytrusów, który od miesiąca stanowi 90% mojego wyżywienia. Zamawiam sałatkę z łososiem i sok. Nagle poczułam nieodpartą chęć na tartę czekoladową. Zamawiam ją. Jemy. Grzegorz pyta jak się czuję. Nie wiem, co odpowiedzieć. Mówię że już lepiej. Uśmiecha się i zagaja:
- Który to miesiąc? Czwarty? Figurę masz cały czas taką samą. Chyba za słabo się odżywiasz.
Roześmiałam się, słysząc taką reprymendę z ust faceta.
- W ciąży, wbrew pozorom, nie je się za dwoje – usprawiedliwiam się.
- Tak, wiem. W ubiegłym miesiącu zostałem tatą. Wiedzę o ciąży i porodzie mam opanowaną. Mogę nawet polecić ci położną.


     Zatkało mnie. Okazało się, że facet wie o czym mówi. Mało tego, wie o ciąży więcej ode mnie. Muszę nadrobić zaległości i w końcu zabrać się za lekturę, aby uzupełnić braki. Zawstydził mnie.
- Pati, zawsze nam się dobrze współpracowało… Mam dla ciebie propozycję pracy w zespole IT. Od zaraz.
- Grzegorz, przecież wiesz, że jestem w ciąży – o mało nie zakrztusiłam się sałatką.
- Wiem, ale to mi nie przeszkadza. Chcę pozyskać pracownika, którego przedtem nie miałem szans zdobyć. Nie będziesz narzekać na brak zajęć. Mam określone plany w stosunku do ciebie – objaśnił. Przede wszystkim, chcę wykorzystać twoje doświadczenie projektowe. Zorganizujesz zespół, podpiszesz umowę z firmą konsultingową i sporządzisz harmonogram prac. Jeszcze miesiąc temu nie mogłem na to liczyć, prawda?
No tak, musiałam przyznać mu rację.
- Wystąpię z wnioskiem do twojego Prezesa o ciebie, jeśli się zgodzisz oczywiście. A potem urodzisz dziecko i wrócisz do pracy. Co ty na to?
Milczę i patrzę.
- Porozmawiajmy o finansach – Grzegorz się nie poddaje – ile chcesz zarabiać?
- To może jeszcze dasz mi podwyżkę? – odpowiedziałam, może niezbyt na miejscu, pytaniem na pytanie.
- Tak przypuszczałem, że łatwo cię nie zdobędę – zażartował i mrugnął do mnie okiem.
Czy on ze mną flirtuje? O matko, co mam mu odpowiedzieć?
- Wiesz, jestem zaskoczona całą sytuacją. Nie zastanawiałam się. Chciałabym wcześniej skonsultować to z mężem. Dam ci odpowiedź jutro.
Umówiliśmy się na 9. Wróciłam do biura. Sekretarka Asia złapała mnie przed wyjściem
- I jak rozmowa?
Powiedziałam, że zaskakująca. Ona już wszystko wiedziała, bo rozmawiała z sekretarką Prezesa i Dyrektora IT i to one powiedziały Grzegorzowi o mojej sytuacji. To niesamowite! Tak naprawdę sekretarki rządzą Korporacją. Spojrzałam na nią ciepło i podziękowałam. Jak się okazało, istnieją dobrzy ludzie nawet w korporacjach.



     Z nadzieją w sercu, opowiedziałam wszystko Piotrowi. On zawsze potrafił zauważyć takie aspekty spraw, które według mnie niekoniecznie miały znaczenie. Według niego to okazja. Powinnam się zgodzić. Aktualnie i po ciąży nie będę mogła znaleźć miejsca w finansach, przynajmniej dopóki jest Prezes. I że przesadzam z tym Grześkiem, przecież sam powiedział, że ma w stosunku do mnie określone plany, tzn. że planował mnie już wcześniej ściągnąć do siebie. W sumie to prawda. Pytał w trakcie trwania projektu, czy nie chciałbym pracować w IT.
- Po prostu żartował. Ale ty teraz traktujesz wszystko albo śmiertelnie poważnie, albo widzisz w czarnych barwach i podejrzewasz podstęp – stwierdził Piotr.
- Może i racja… I ostatnia sprawa. Jaką kwotę mu powiedzieć?
- Wiesz, ja na twoim miejscu powiedziałbym więcej niż miałaś w projekcie. W końcu twoje kwalifikacje wzrosły, a on potrzebuje kogoś od już. Znasz korporację, procesy. Masz doświadczenie. Nie będziesz tracić czasu na zapoznawanie się. W sumie to skorzystacie obydwoje – zawyrokował.

     Jedziemy na pierwsze zajęcia ze szkoły rodzenia. Nuda.
Wieczór. Jak dobrze leżeć przytulonym w łóżku. Piotr śpi, a ja jakoś nie mogę. Czy bezsenność to nowa atrakcja odmiennego stanu? Ledwo skończyły mi się wymioty. Muszę to sprawdzić. Gdzie ten sok? Znów chce mi się pić. Ale jak! Uff, mam go. Co to dla mnie 0,5 litra na raz.
Kładę się z powrotem do łóżka. W brzuchu mi bulgocze soczek, ale śmiesznie. Nie, to chyba nie tylko zwykłe bulgotanie. Jakby coś mnie łaskotało od środka. Czyżby to….? W napięciu kładę obie dłonie na brzuchu, czekam… Tak, to chyba dzidziuś się rusza. Budzę Piotra, nie zważając na to, że to 3 w nocy. Patrzy na mnie półprzytomnie. Kładę jego dłonie na brzuchu.
- Czujesz? – pytam – Teraz.
Momentalnie zbystrzał. Patrzymy na siebie. Tak, to dziecko, na pewno. Niesamowite, chyba lubi sok z cytrusów.

Strony: 1 2 3

tags, , , , ,

  • Forum
  • Bright Starts
  • Stacyjkowo
  • Twórcze zabawy