Drugi odcinek opowieści za nami. Najwyższy czas na trzecią odsłonę zmagań Natalii z życiem.


Jej zielone oczy – odc. 3.



     Wpadłam do sekretariatu. Akurat, gdy moja noga stanęła na zielonej wykładzinie i chciałam naprędce przywitać się z Alą, prezes Łukasz wychynął ze swojego gabinetu. Gdy mnie zobaczył, zrobił ruch, jakby chciał się wycofać i udawać, że go nie ma. Ale opamiętał się i udał, że się cieszy na mój widok. Ja zaś udałam, że mu wierzę. Upchnęłam go z powrotem do jego biura, szemrząc przez ramię:
- Alu, mogę prosić o wodę?

     Łukasz był nieco zmieszany. Do tej pory byłam przekonana, że to naczelny mnie tak załatwił. Ale najwyraźniej się myliłam. Trzeba było zbadać sprawę od podstaw.
- Snułam się po Nowym Świecie i pomyślałam, że wpadnę. Chciałam pogadać z tobą na temat tego nowego cyklu, o którym niedawno wspominał Robert. Duży będzie na niego budżet? – zaczęłam.
Skoro zaczęliśmy od tak szczerej wymiany sygnałów niewerbalnych, to czemu nie kontynuować w bezpośrednim starciu?
- Nie będzie nowego cyklu. To znaczy będzie, ale kto inny będzie go robił – powiedział, gapiąc się w blat biurka.
Ala przyniosła wodę. Popiłam. Przyglądałam się prezesikowi z uwagą. Był zażenowany, a więc to nie moja wina. Nic nie skrewiłam.
- Kto będzie robił? – zapytałam chłodno.
- Chomęcka.
- Jak to Chomęcka? Przecież rozmawialiśmy o niej. Przyznałeś mi rację, że jest nieprofesjonalna! Przyznałeś, że stylem nie dorasta mi do pięt! Nawet w notatce potrafi strzelić kaczkę… Czym Robert cię przekonał? – zagotowałam się.
- To nie była decyzja naczelnego – mówił, nie odrywając wzroku od biurka.
Przejrzałam szybko dane, które poukładały mi się w głowie w tematyczne kupeczki. Choć „kupeczki” to w tym przypadku zdecydowanie niefortunne określenie.
- Jak rozumiem, klamka zapadła… A skoro zapadła, to mnie już wszystko wali. Chwaliłeś się ostatnio, że jeździsz do Trójmiasta do jakiejś blond cizi, więc mniemam, że Chomęcka przekonała cię czymś innym niż styl wypowiedzi. Robert ci nie podziękuje. Już nie mówiąc o czytelnikach. Satysfakcjonującego seksu życzę – wycedziłam i wyszłam.

     Ala wszystko słyszała. Miała minę pt. „a czego się spodziewałaś?”
- Dopilnuję przelewu – powiedziała.
- Aluś, wieczorem u mnie. Chlać będziemy – zarządziłam.
- Do wyrzygania? – zawołała za mną.
- Rzyganie obowiązkowe! – odkrzyknęłam.

     Musiałam odreagować. Jeszcze nie wiedziałam, jak mam się czuć. Czy mam się martwić? Mam pielęgnować wnerw? Mścić się? Byłam w lekkim szoku. Słabo docierało do mnie, że przegrałam z czyjąś waginą. Choć przecież to nic nowego, nic zaskakującego. Tylko dlaczego mnie trafiła ta blond wagina?

     Zadzwoniłam do Natalii. Zaprosiłam na wieczorek z porcelaną. W zasadzie to ją zmusiłam, żeby przyjechała. Miała milion wymówek. A głównie dzieci i męża, słowem – nic, co by mnie przekonało. Ja się nie znam na dzieciach i mężach. Są to zjawiska zupełnie mi obce, więc i jako argumenty – marne. Natalia zaznaczyła, że będzie nieco później, niż sobie życzyłam, bo musiała poczekać na szanownego małżonka, żeby ten przejął pałeczkę przy dzieciach. Co więcej, będzie musiała stawić się w domu rano, niczym etatowa pracownica. Gorzej niż etatowa, bo jej się kacowe na żądanie nie należy.

     Zadzwoniła do drzwi. Byłyśmy już z Alą po kilku drinkach. Pobiegłam otworzyć.
- Wejdź! Rozgość się. To jest Alison. A to jest Franca.
Ala uśmiechnęła się nietrzeźwo, zaś kotka przyczaiła się w kącie.
- Powiedz mi Natalia, kiedy ty ostatnio piłaś sobie z koleżankami poza domem? – zapytałam. – Wnioskuję, że nie było to niedawno, biorąc pod uwagę fakt, że jak zaproponowałam spotkanie alkoholowe, to płoszyłaś się jak łania w buszu.
- Hmmm… – zamyśliła się.
Widać było, że ostro liczy i przerzuca w pamięci pliki z danymi.
- Dwa lata temu dałam się porwać do knajpy – oświadczyła w końcu.
Alka zakrztusiła się sokiem. Mnie żuchwa wypadła. Jak można tak w ogóle żyć? Jak można być meblem? Jak można funkcjonować między kuchnią, łazienką i spożywczakiem? Jak można? I jeszcze nie zwariować od tego nieśmiertelnego cyklu i nie cofnąć się w rozwoju. Kompletnie tego nie pojmowałam. Do tego widziałam, że Natalia jest nieszczęśliwa.
- Dlaczego nie wychodzisz częściej? – dopytywałam po kolejnej dawce znieczulenia.
- A ty co? Książkę piszesz? – zripostowała Natalia.
Śmiałyśmy się tak, że aż zakręciło nam się w głowach. Chwilę później nastrój mi siadł, bo uświadomiłam sobie… przypomniałam, z jakiej okazji się spotkałyśmy. Z okazji mojej przegranej.
- W takiej sytuacji, to chyba dobrze, że nie mam żadnych dzieci na utrzymaniu. Franca sobie może mysz upolować. Może się nawet podzieli – bełkotałam.
- Dobrze, dobrze. Ja ci zazdroszczę tej niezależności, że ci nikt nad uchem nie truje, że nikt ci nie biega dookoła, nie wrzeszczy, nie rzuca resorakami. Zazdroszczę. Robisz, co chcesz, kiedy chcesz, z kim chcesz. Prosić się nie musisz, jak chcesz wyjść z koleżankami. A ja co? – Natalia zastygła ze szklanką pachnącą procentami w ręku. – A ja pstro! Uwsteczniłam się, zszarzałam. Nie tak sobie wyobrażałam swoje dorosłe życie, życie rodzinne. Na co mi to było?
A ja nie wiem, czy miała mi czego zazdrościć. Może lepiej mieć w życiu jakieś wsparcie, nawet kosztem tej totalnej wolności, która i tak kończy się tam, gdzie zaczynają się rządy waginy, cudzej na dodatek.
- Natalia, weź ty lepiej powiedz, jak to wtedy z tym Krzysztofem było, bo nam wcześniej Ala brutalnie przerwała i w końcu nie wiem, czy cię przeleciał czy nie.
- Przeleciał. Ale nie pytajcie, jak było, bo nie pamiętam, nie wiem. To był mój pierwszy raz. Nie przypominam sobie jakiejś powalającej ekstazy. Byłam zbyt spięta. Z jednej strony straciłam rozum, bo gdybym była przy zdrowych zmysłach, to bym po prostu zwiała, z drugiej strony za dużo myślałam. Ale na myśleniu się skończyło. Ech… Krzysztof był…


***


     Krzysztof był delikatny, skupiony na Natalii, zapatrzony w nią. A ona gubiła się w myślach. Nie wiedziała, jak tę sytuację oceniać. Po chwili było już za późno na myślenie, czy powinna. Krzysztof sprawnie pozbył się jej szortów i nim się obejrzała, był w niej. Odpływała. Tulił, dotykał, całował, szeptał. Roztapiała się.

     Potem przyszło zażenowanie, że dała się przelecieć na barze. I tak całe życie… analizowanie, rozpamiętywanie. Nie było w niej miejsca na ‘ot tak sobie’ i ‘było, minęło’.
- Jesteś niesamowitą dziewczyną – powiedział między pocałunkami, kiedy ona akurat próbowała pozbierać myśli i siebie do kupy. – Nie chcę zrobić ci krzywdy.

     Patrzyła na niego i znów czuła się mała, bezradna i nie na miejscu. Dorosłość ponownie wtargnęła w jej dziecięcy świat. Z tej drogi nie było już odwrotu.


     Krzysztof zapewniał Natalię o jej wyjątkowości. Mówił cały podekscytowany. Ale widział, że zabłądziła gdzieś i jest przestraszona. Wziął ją za rękę i zaprowadził na górę do jej pokoju. Położył się na łóżku i pociągnął ją lekko do siebie. Przytulił ją. Dopiero wtedy poczuła, jak uchodzi z niej powietrze i może odetchnąć pełną piersią. Dopiero wtedy poczuła ten dreszcz, który przebiegał przez jej ciało na samą myśl o jego oddechu na karku. Choć i tak nie bardzo wiedziała, czy to powinno się wydarzyć, jak to sklasyfikować i co z tym począć dalej.
- Co teraz? – zapytała cicho.
- Nie wiem.
Uśmiechnął się, westchnął i przytulił ją mocniej. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Przyniosła jej ulgę i ukojenie. Zaczęła się nawet uśmiechać. I do końca dnia funkcjonowała niczym niesiona na skrzydłach.

     Następnego dnia rano zjawili się zapowiedziani zmiennicy. Natalia przyczłapała się na dół usłyszawszy rozmowy. Malwina i Rafał – pracowali u Krzysztofa w poprzednie wakacje. Rafał był nachalnie urodziwy. Czarne, krótkie włosy, czarne, wielkie oczy, urzekający, bezczelny uśmieszek. A Malwina?
- Krzyyyysiu! – zakrzyknęła na widok szefa zbliżającego się do posesji, po czym podbiegła do niego, uściskała i zapytała zalotnie: – Tęskniłeś?
Krzysztof zerknął na Natalię ponad ramieniem Malwiny i już wiedział, że nie jest dobrze.
- Czeeeeeść! – usłyszała Natalia wśród dzwonów huczących jej w uszach – Jestem Malwa, a to jest Raf.
- Czeeeeść! – przywitała się Natalia gorzko, nie kryjąc sarkazmu.
- Raf, chodź się rozpakować – zaszczebiotała Malwina, po czym klepnęła Krzysztofa w pośladek, przechodząc obok niego i razem z Rafałem zniknęła za zapleczowymi drzwiami.
Natalia stała i patrzyła na Krzysztofa, który też stał i patrzył. On czekał na jej reakcję i ona czekała.
- „Niesamowita? Wyjątkowa? Szkoda, że nie zdążyłam poznać całości jego stałego repertuaru.” – pomyślała, ale postanowiła tę kąśliwą uwagę zachować dla siebie.
- Natka… – odezwał się – wiem, jak to wygląda.
- Wsadź sobie natkę w dupę, zielonym do dołu – warknęła i chciała sobie pójść, na spacer choćby, ale złapał ją za nadgarstek i patrzył błagalnym wzrokiem.
- Pozwól sobie wyjaśnić.
- Nie ma co wyjaśniać… Krzysiu… Jakoś przyswoję, że jestem kolejną wakacyjną atrakcją. A czułe słówka… Cóż, jakoś musiałeś mnie zwabić. Nie mam ci za złe. Serio. Każdy robi, co uważa za stosowne.
Cedziła słowo po słowie. Miała mu za złe. Zdecydowanie. Wyrwała rękę z jego uścisku.
- Natalia, proszę cię, nie bądź dzieckiem, porozmawiajmy…
- No to się wstrzeliłeś z tym dzieckiem. Gratuluję!
Wolała sobie pójść, niż pozwolić mu się pogrążać. Poszła na plażę… porozmyślać.



Elżbieta Haque


odc. 1.
odc. 2.

tags, , ,

  • Forum
  • Bright Starts
  • Stacyjkowo
  • Twórcze zabawy